To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Pokemon Crystal
Forum PBF o tematyce Pokemon~

Mini-gry dla wszystkich - "Czas na pojedynek!" - Gra Fallena

Duck King - 2018-01-13, 16:24
Temat postu: "Czas na pojedynek!" - Gra Fallena
Wzdłuż burkowanej, szerokiej ścieżki rosły rosły stare, wysokie kasztany. Płomienista barwa ich liści wkopmonowywała, a wręcz wtapiała się w kolor twoich włosów, gdy spadały bezwładnie przy spokojnej pogodzie. Jednym, płynnym ruchem ręki usunęłaś niechcianych natrętów z głowy. Ten jedyny element otoczenia był wstanie zwrócić twoją uwagę, gdy z determinacją patrzyłaś na oddaloną o kawałek bramę wejściową.

Śnieżnobiała konstruckja przypominająca łuk triumfalny pięła się ku niebu. Im bliżej niej podchodziłaś, tym jaśniejszy wydawał się jej cel. Wypisane na niej były imiona wszystkich światowej klasy zawodników, którzy przekroczyli próg. Setki, jeśli nie tysiące nazwisk, które kojarzyszłaś jeszcze z opowieści dziadka.

Brama była z pozoru niestrzeżona, lecz gdy miałaś zamiar przez nią przejść ukazało, na spotkanie z tobą wyszło dwóch mężczyzn. Obaj ubrani w zapięte prochowce, desanty i oficerskie czapki z rondlem. Jeden z nich, wyraźnie starszy, miał siwe wąsy, zmarszczki, opadnięte policzki, ale w błękitnych oczach nadal było widać zapał. Drugi, młodszy, nie miał zarostu, ale za to identyczne, błęktine ślepia, które pragnęły chłonąć wiedzę.

Gdy już doszłaś do bramy i stanęłąś przed nimi, starszy zatrzymał Cię ruchem ręki.

- Czego panna szuka w naszych progach?

Po chwili zastanowienie i zwalczeniu chęci do kłutni ze strażnikiem, wyjęłaś list i wręczyłaś go. Strażnik otworzył korespondencje i uważnie przeczytał jej treść, po czym podał ją młodszemu. Ten pobierznie przeleciał przez nią wzrokiem i oddał ją siwemu, kiwając przy tym z aprobatą głową. Starszy popatrzył się na, wydawałoby się, podopiecznego, pokręcił głową i oddał Ci twoją własność.

- Witamy w Akademii Pojedynków im. Seto Kaiby w Emerson Town, panno Chloe. Nazywam się Charles Palmer, a to mój syn Thomas. Jesteśmy strażnikami tego obiektu. Jest panienka zbyt wcześnie, i turniej kwalifikacyjny jeszcze się nie rozpoczął. Jednak mam dla panienki propozycję - zagaił, po czym wskazał na Thomasa - Mój syn, choć oficjalnie już strażnik, nie miał jeszcze okazji na sprawdzenie się w pojedynku na tym stanowisku, już nie mówiąc o tym, że nigdy wcześniej nie grał swoją nową talią. Czy zechciałaby panna pomóc mu przełamać pierwsze lody?

Karthus - 2018-01-16, 16:34

Mieszanina gniewu i zaskoczenia przeszły przez moją twarz, gdy dowiedziałam się, że jestem jednak za wcześniej.
Westchnęłam lekko i mlasnęłam w geście niezadowolenia. W tej sytuacji najgorsze było to, że nie miałam kogo winić, jedynie siebie samą. Byłam tak przejęta tym wszystkim, że nawet nie upilnowałam odpowiednio czasu. Z drugiej strony jedynym dyskomfortem tej sytuacji jest to, że jestem za wcześniej. Biorąc pod uwagę, co by się stało, jakbym się spóźniła albo pomyliła daty, to byłam teraz w całkiem komfortowej sytuacji. Musiałam tylko chwilę poczekać...
Wiedziałam jednak, co czeka na mnie za bramą, odpowiedź na nurtujące mnie pytanie. Niby tylko kilka minut, ale ta myśl sprawi, iż każda sekunda będzie mi się dłużyć.
Nagle padała propozycja. Usłyszawszy, że jestem za wcześnie, chciałam wyłączyć się z rozmowy, wtedy dziadek zaproponował pojedynek. Dopiero po chwili zrozumiałam, że chodziło mu o starcie z jego synem, a nie z nim samym, ale akurat to nie robiło żadnej różnicy.
Zawahałam się. Nie jestem tutaj po to, aby walczyć z jakimiś strażnikami, mają zresztą tupet, że w ogóle śmieli o takie coś zapytać!
Jednak, jakby nie patrzeć, byłam zardzewiała. W głowie wciąż miałam wszystko to, co przekazał mi dziadek, ale dawno nic z tym nie zrobiłam. Czeka mnie dzisiaj masa pojedynków i to o wysoką skalę. Być może mała, niewinna rozgrzewka jest tym, czego mi trzeba?
- Dobrze.- Odpowiadam po chwili głosem pozbawionych większych emocji. - Jak sam pan widzi mam trochę wolnego czasu, przyda mi się rozgrzewka... - Kończę, kierując wyzywające spojrzenie na młokosa.
Byłam gotowa na pojedynek.

Duck King - 2018-01-22, 19:33

Młody Thomas upadł bezsilny na kolana. Upuścił ostatnie trzymane w ręce karty i spuścił wzrok.

- Zawiodłem - powiedział pod nosem - przepraszam...

Podszedł do niego jego ojciec. Pomógł mu powstać i pozbierał jego karty, by następnie mu je wręczyć. Widząc, jak traumatyczna okazała się dla młodszego Palmera pierwsza porażka, złapał go za barki i lekko potrząsnał, by skupić jego uwagę.
- Synu - zaczął - przegrana to nie koniec świata. Musisz nauczyć się z nią obchodzcić, gdyż jest ona częścią życia nawet najlepszych graczy - gestem ręki wskazał na bramę - Wiesz dlaczego ludzie tu zapisani osiągneli wielkość? Ponieważ potrafili pogodzić się z porażką, wyciagnąć z niej naukę i więcej nie dopuścić do identycznych błędów.

- Ależ ojcze - wykrztusił z siebie Thomas - jak mogę być dobrym strażnikiem, skoro jestem przegranym? Nawet mój najmocniejszy potwór nie był wstanie obronić bramy, której powinienem strzec.

- Jest Ci przykazane, być bronił tych murów jak najlepiej potrafisz, to prawda, ale tak właśnie uczyniłeś. Dałeś z siebie wszystko, widziałem to. Teraz przyszedł czas, być samodzielnie zdecydował, co zrobisz z sytuacją po fakcie. Wierzę, że potrafisz, i że wykonasz to dobrze.

Strażnik Charles odwrócił się teraz w Twoją stronę. W między czasie zdąrzyłaś już schować osprzęt i talię po walce. Starszy Palmer zdjął czapkę i lekko zgiął się w pół w geście podziękowania .

- Dziękuję, że dałaś memu podopiecznemu lekcje i mam nadzieję, że sama coś z niej wyciągnęłaś - założył nakrycie głowy spowrotem i lekko je poprawił, po uśmiechnął się przyjaźnie - Trochę czasu zajęła wam ta walka. Turniej powinien zacząć się w kwadransu. Z racji tego, że nawet pannę polubiłem, to przestrzegę przed jednym z zawodników - uśmiech znikł z jego twarzy - Przybył tu i nie chciał okazać zaproszenia. Nie zamierzałem go przepuścić, ale ten nie dawał za wygraną. Doszło to pojedynku, w którym poniosłem klęskę - przygryzł lekko wargę - Po fakcie rzucił mi pod nogi kopertę z wyżej wymienionym dokumentem. Upokorzył mnie. Nie przedstawił się, ale miał charaksterystyczny wygląd. Blondyn w długim, kremowym płaszczu. Niech panienka na niego uważa.

Po wysłuchaniu jego słów, kontynuowałaś podróż przez bramę.

Znalazłaś się na pięknym, zielonym dziedzińcu. Ogród, któy rozpościerał się przed tobą, był zadbany i symetryczny. Środkiem prowadził brukowany chodnik, a po obu jego stronach rosły młode tuje. Wysoki na około metr żywopłot odgradzał poszczególne segmetny parku. W jednych rosły egzotyczne odmiany kwiatów, inne posiadały ławki i były przeznaczone do odpoczynku i podziwniania natury.

Kręciła się po nim setka, albo i dwie, młodych ludzi, prawdopodobnie w większości w Twoim wieku. Nie trudno było dojść do wniosku, że oni też przybyli tu na zaproszenie, lub też w inny, nizenany Ci sposób. Mało Cię to w każdym razie obchodziło. Gdy przebijałaś się przez tłum mogłaś zauważyć mozaikę wygladów i usłyczeć różnorodność akcętów.

Gdy w końcu stanełąś na przedzie tłumu zobaczyłaś budynek akademii. Był to ogormny pałac, który w połączeniu z ogrodem tworzył coś w stylu gargagantuicznego chateau. Sam budynek był kremowy, choć zbudowany prawdopodobnie ze zwykłej cegły. Prosta bryła z dobudowanymi po obu stronach, symetrycznymi skrzydłami, utrzymana w stylu neoklasycystycznym. Do drzwi wejściowych, które znajowały się lekko ponad poziomem gruntu, prowadziły rozległe schody, na których aktualnie stały cztery, dorosłe osoby, ubrana w uniformy w różnych kolorach.

Nie zdążyłaś się im bliżej przyjżeć, gdyż drzwi w tym momencie się otworzyły. Wyszedł nimi mężczyzna w średnim wieku. Oczy wszystkich, prócz osób w uniformach, skierowały się na niego. Był on rosły, ubrany w czarne spodnie i golf tego samego koloru. Twarz widziałaś niewyraźnie z daleka, choć było widać, że zadbaną brodę i ulizane do tyłu, czarne włosy, zaczęła nadgryzać siwizna. Mężczyzna stanął przy krawędzi pierwszego stopnia i objął was wszystkich wzrokiem.

- Witam was, kandydaci na adeptów Akademii Pojedynków im. Seto Kaiby w Emerson Town. Nazywam się Edward Lake i jestem wicedyrektorem tej placówki. Za mną znajduje się wasza kadra nauczycielska, która jednocześnie będzie sprawował nad wami pieczę w odpowiednich domach. Zanim jednak do tego dojdzie, musimy wyłonić z pośród was właściwych uczniów, którzy przejdą do nauki w tej szkole. Pomoże nam w tym turniej kwalifikacyjny, którego częścią zaraz się staniecie - rękami wskazał na całośc ogrodu - Jest was równo sto dziewiędziesiąt czworo. Będziecie toczyć ze sobą walki na terenie całego obietku z wykluczeniem budynku. Walczycie z pierwszą osobą, której wzrok napotkacie. Walki toczymy w rundach, żadnych nadprogramowych pojedynków. Rozpoczęcie kolejnej rundy ogłaszamy zaraz po zakończeniu ostatniej walki z poprzedniej. Nie powiem, o jaką stawkę gracie. Grajcie jaknajlepiej, a zwiększycie prawdopodobieństwo na dostanie się.

Szepty zaczeły roznosić się w niespokojnym teraz łumie, gdy nagle wszystkich przygłuszył niski dźwięk, którego źródła nie było ustalić.

- Zaczynamy - ogłosił pan Lake.

Lekko zmieszana rozejrzałaś się i momentalnie natrafiłaś na wzrok młodego azjaty. Ten uśmiechnął się, ukłonił i przygotował do walki.

Karthus - 2018-01-28, 16:30

Walka trwała długo, o wiele dłużej niż się spodziewałam. Sam pojedynek był także niezwykle ciężki, jeżeli takie problemy sprawił mi lichy strażnik to, co dopiero czekało na mnie za bramą.
Niestety mogłam winić tylko siebie, gdybym nie parła naprzód jak głupia i od razu zastanowiłabym się nad tym, co czynię, stracie skończyłoby się zdecydowanie szybciej.
Mimo wszystko byłam wdzięczna za walkę, była niczym kubeł zimnej wody na mą rozgrzaną głowę. Pokazało mi moje miejsce to, że wyszłam ze sprawy i muszę się jeszcze wiele nauczyć. Jednak nie tylko złe rzeczy ukazał mi ten pojedynek, wciąż miałam to coś, a same nauki dziadka nie przepadły na zawsze.
Choć po wygranej nie czułam satysfakcji, a moja pewność siebie podupadła, nigdy wcześniej nie czułam się tak silna. Byłam już gotowa, widziałam, że mogę to zrobić.
Bez słowa wpatrywałam się w scenkę między ojcem a synem. Nie zrobiła ona na mnie większego wrażenia, na szczęście nie zostałam to wciągnięta i mogłam jedynie obserwować z boku.
Na ten moment nie wiedziałam, co zrobić z radą dziadka. Zresztą, co miałam niby zrobić? Nie wiedziałam, na jakich zasadach odbędzie się turniej kwalifikacyjny, więc ani nie mogę unikać tajemniczego typka, ani na siłę próbować z nim zawalczyć w postaci zemsty za strażnika, czy coś.
Mimo wszystko kiwnęłam porozumiewawczo głową i przeszłam przez bramę.
Moje starcie długo trwało, skoro zebrała się tutaj taka kupa ludzi, no nic, lepiej dla mnie, przynajmniej czas mi szybko minął.
Nie miałam nawet możliwości dokładnie się rozejrzeć, a z budynku wyłonił się dyrektor i po króciutkim przemówieniu, oficjalnie rozpoczął turniej.
Widać, że zależy im na czynach, a nie słowach. Dobrze. Czułam mieszankę strachu i ekscytacji, nawet jeśli nie nadaję się i przegram wszystko z kretesem, wolę by się to stało szybko, niż niepotrzebnie wszystko przedłużać.
Widząc uśmiechniętego Azjatę, kiwnęłam głową na znak porozumienia. To on miał być moim pierwszym przeciwnikiem, z tego, co zrozumiałam, nie mogłam temu protestować, a tak naprawdę było mi obojętne, z kim się zmierzę. Każdy, kto tu jest, musi być dobry, inaczej akademia nie traciłaby na niego czasu. Skoro więc w każdą walkę szłam w ciemno, mogłam założyć, iż każdy ma tutaj zbliżony poziom do siebie. Wybrzydzanie więc nie miało sensu.
- Zamajaczymy. - Mówię sucho gotowa do walki.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group